Sieć ABC nadała sensacyjny wywiad ze zdradzoną
połowicą w czwartek przed
sobotnim głosowaniem. Marianne Gingrich mówiła rzeczy, które powinny bez
reszty pogrążyć emerytowanego szefa izby niższej. Robił jej podobno
wyrzuty, że „nie potrafi się dzielić", podczas gdy Callista,
obecnie
trzecia żona, nie ma nic przeciw układowi dwie panie plus pan. Zamiast
rozwodu, który mógłby przekreślić jego szanse na prezydenturę,
proponował formułę „małżeństwa otwartego”.
Kierować ruchami planety
Następnego dnia moderator republikańskiej teledebaty, John King
z CNN,
zaczął od pytania na temat wywiadu i stał się cud. Komentatorzy
przecierali oczy, nie wierząc w to, co słyszą i widzą. Gingrich tak
odwrócił kota ogonem, że King – wybuczany przez publiczność –
odpuścił,
a Newt dostał owację na stojąco. Jak tego dokonał? ABC reklamowało
wywiad przez kilka dni, więc miał dużo czasu, by przygotować odpowiednią
ripostę.Przećwiczył niesmak przechodzący w oburzenie, a następnie złość
na prezentera „liberalnych mediów", które nie wahają się grzebać w
rynsztoku, by ułatwić reelekcję Obamie. Pod koniec gniewnej tyrady w
oczach Gingricha błyszczała autentyczna nienawiść. Był swój.
Główny
problem Mitta Romneya polega na tym, że nie dorównuje Gingrichowi
talentem aktorskim. Owszem, z jego ust coraz częściej padają jątrzące
słowa o socjalistycznym prezydencie i spisku elit, ale w oczach nie ma
tej nienawiści, którą potrafi wykrzesać z siebie Gingrich.
Najzabawniejsza była puenta. Kandydat stwierdził, że tego typu
„obmierzłe pytania zniechęcają uczciwych ludzi, naprawdę kochających
ojczyznę, do ubiegania się o stanowiska publiczne". Innymi słowy,
Gingrich tak kocha ojczyznę, że zdecydował się wystawić na ciosy poniżej
pasa zadawane przez obleśnych dziennikarzy służących elicie. To nie
pierwsza wypowiedź Gingricha świadcząca o braku dystansu do własnej
osoby. Sztab Romneya opublikował niedawno broszurkę „Górnolotne myśli
Newta Gingricha na przestrzeni lat”. Czytamy w niej, że zaledwie miesiąc
temu kandydat stwierdził: „Uważam się za postać epokową”. W 1985
r. jako
szeregowy doradca Reagana oświadczył: „Chciałbym kierować ruchami
planety i robię to! Reprezentuję prawdziwą władzę”.
Przed
objęciem
stanowiska przewodniczącego Izby Reprezentantów zadeklarował: „Przede
wszystkim: jestem kwintesencjąrewolucjonisty". Trudno wyobrazić sobie
mniej rewolucyjne zajęcie niż szef izby niższej, ale Gingrich ma
upodobanie do takich oksymoronów. W końcu wymyślił określenie
„konserwatywna rewolucja”. A porównywał się „na przestrzeni
lat” m.in.
do: Abrahama Lincolna, Margaret Thatcher, Charles’a de Gaulle’a,
Thomasa
Edisona, braci Wright, „króla wikingów” i Mojżesza. Ale ironia
broszurki
Romneya to jak rzucanie grochem o ścianę. Prawe skrzydło republikanów
żąda prostych odpowiedzi na proste pytanie: kto za tym stoi?
Poczucie humoru i rzeczywistości jest mu obce.
Oralny modus operandi
Gingrich zmusił do rozwodu pierwszą żonę, Jackie Battley, w roku 1980.
Dochodziła wtedy do siebie po operacji raka macicy i lekarze nie
wiedzieli: umrze, wyzdrowieje czy przez lata wymagać będzie opieki.
Skarbnikowi swojej kampanii powiedział, że „nie jest wystarczająco ładna
na żonę prezydenta". Miał już wtedy romans z młodszą o dziewięć lat
Marianne Ginther. Pobrali się w 1981 r., a dwanaście lat później
Gingrich zaczął sypiać z podwładną – młodszą o 23 lata urzędniczką Izby
Reprezentantów Callistą Bisek. Gdy dowiedział się, że Marianne jest
ciężko chora, zamiast „małżeństwa otwartego” zażądał rozwodu.
Podczas
romansu prowadził nagonkę na Clintona oskarżonego o składanie fałszywych
zeznań w kwestii romansu ze stażystką. To Gingrich doprowadził do
zatwierdzenia przez izbę niższą artykułów impeachmentu. Prezydenturę
uratował wtedy Senat.
Romans nie przeszkadzał Newtowi w uwodzeniu
innych
kobiet. Melanie Griffith wspomina, że w czasie zwiedzania Kapitolu nie
mogła się odczepić od nachalnego lidera republikanów. Spytał ją między
innymi, czy „chciałaby zobaczyć jego dinozaura?". Na biurku w
gabinecie
Gingricha faktycznie stała wówczas figurka tyranozaura, lecz aktorka
jest przekonana, że nie o tego dinozaura chodziło. Anne Manning,
kochanka Newta z roku 1978, kiedy walczył o fotel na Kapitolu pod hasłem
„Pozwól naszej rodzinie reprezentować twoją”, powiedziała
„Vanity Fair”:
„Uprawialiśmy seks oralny. Preferował taki modus operandi, bo w razie
czego mógł powiedzieć: nigdy z nią nie spałem”. Trudno ocenić, czy
Gingrich jest tylko hipokrytą, czy też uważa, że wobec jednostki tak
wybitnej jak on należy stosować inne kryteria oceny niż w przypadku
zwykłych śmiertelników.
Hipokryzja polityków jest
odzwierciedleniem
hipokryzji społeczeństwa. Rozwodzi się ponad połowa amerykańskich
małżeństw, ale rozwodnicy mają poczucie wstydu zakorzenione w
protestanckiej tradycji. Przed 1970 r. sąd mógł unieważnić małżeństwo
tylko w przypadku popełnienia przez jedną ze stron przestępstwa lub
„grzechu cudzołóstwa bądź porzucenia". Nowy Jork zalegalizował
rozwód
„za obopólną zgodą” dopiero w 2010 r.! Wiele stanów nadal traktuje
zdradę małżeńską jak przestępstwo. W Michigan teoretycznie grozi za nią
dożywocie, w Wisconsin 3,5 roku więzienia, w Maryland grzywna 10
dolarów. Kodeks karny Nowego Jorku uznaje zdradę za wykroczenie
kategorii B, czyli takie samo jak uprawianie seksu analnego, wypisanie
czeku bez pokrycia, korzystanie z usług prostytutki, publiczne obnażenie
genitaliów czy rzucanie śmieci na ulicę. Według kodeksu wojskowego
posiadanie kochanki(a) stanowi zbrodnię. Nieżyciowe przepisy
odzwierciedlają przepaść, jaka dzieli tradycyjną purytańską etykę od
praktyki. Statystyki mówią, że małżonków zdradza połowa Amerykanów i 38
proc. Amerykanek. Liczba skandali z udziałem polityków wskazuje, że nie
odstają od średniej. Jak radzą sobie z tym bagażem? To proste. Wyrażają
skruchę, proszą żonę i Boga o wybaczenie, długo się modlą i uzyskują
rozgrzeszenie.
Mamy Obamy
Z badań opinii publicznej wynika, że Amerykanie chętniej
wybaczają
politykom, którzy przyznają się do zdrady niż brnącym w zaprzeczenia.
Przyczyną dymisji nowojorskiego kongresmana Anthony’ego Weinera, który
stracił posadę pół roku temu, nie było posłanie pięknej nieznajomej
fotki własnego krocza. Naraził się wyborcom, kłamiąc, że nic nie
wysyłał. Kiedy Clinton w końcu wyznał grzechy, kraj odetchnął z ulgą, bo
naprawdę przykro było patrzeć, jak miota się przyparty do muru. Kiedy
odchodził ze stanowiska, popierało go 75 proc. obywateli. Demokratyczny
kongresman Barney Frank przyznający się do homoseksualizmu wygrał wybory
mimo ujawnienia, że korzystał z usług męskiej prostytutki. „Gdyby się
okazało, że polityk bije żonę, wyborcy mogliby mu nie wybaczyć. Ale to,
czy uprawia seks małżeński, czy pozmałżeński, przestało mieć znaczenie"
– uważa Frank.
Sondaże wskazują, że występki erotyczne
traktowane są
bardziej wyrozumiale niż machlojki finansowe czy wykorzystywanie
stanowiska dla własnych korzyści. Gingrich tymczasem zarobił blisko 2
mln dolarów jako lobbysta korporacji Freddie Mac, po czym – na trasie
kampanii – oskarżał ją o wywołanie kryzysu finansowego. Kongresowa
Komisja Etyki za nielegalne korzystanie z funduszy wyborczych i fałszywe
zeznania ukarała go grzywną 300 tys. dolarów i naganą – pierwszą w
historii udzieloną szefowi izby. Takich trupów w szafie ma on znacznie
więcej. Jego radykalizm jest niestrawny dla wyborców środka, a
moralizatorstwo stoi w sprzeczności z życiorysem. Nawet gdyby zdołał
przekonać do siebie większość mężczyzn, szlaban postawią mu panie.
Obama
– podobnie jak Clinton – buduje program polityczny oparty na
sprawach
drobnych, ale dla kobiet ważniejszych niż wielkie słowa o redukcji
deficytu w imię szczęścia wnuków. Mierzy w matki. I nie chodzi o matki
czarnoskóre – co imputuje Gingrich prezydentowi w zawoalowanych
rasistowskich atakach. Te głosują na demokratów od zawsze. Obama ma po
swojej stronie soccer moms – zamężne przedstawicielki białej klasy
średniej. Prezydent sprzeciwił się cięciom wydatków na edukację, a w
orędziu o stanie państwa zaproponował m.in., by stany wprowadziły
obowiązek szkolny do chwili zdania matury lub ukończenia 18 lat, stanął
w obronie nauczycieli, chce poprawić poziom nauczania. Programy
edukacyjne już dawno przestały być uznawane za wymysł liberałów.
Gingrich, który w połowie lat 90. pod pozorem ratowania budżetu chciał
obciąć dotacje dla telewizji publicznej PBS, ze zdziwieniem odkrył, że
jest znacznie mniej popularny niż Wielki Ptak z „Ulicy Sezamkowej".
W
2008 r. większość ojców opowiedziała się za Johnem McCainem, a większość
matek zaufała czarnoskóremu demokracie. Według sondaży nadal mu ufają.
Wierzą, że to on, a nie republikanie, naprawi budżet, nie pozbawiając
Amerykanów pomocy w chwilach życiowych niepowodzeń. Uważają, że zadba o
wykształcenie dzieci i obroni wartości rodzinne. Tak, właśnie wartości
rodzinne, które sprzątnął sprzed nosa spadkobiercom Ronalda Reagana.
Autor jest korespondentem Radia Zet